|
Uważa się go za najbardziej zanieczyszczone
morze na świecie. W jego zlewni żyje prawie 90 milionów ludzi.
Leży w środku Europy, otoczony jest przez dziewięć krajów, a
jednak nie należy do jednego państwa. Każdy z krajów
nadbałtyckich czerpie korzyści z jego dóbr, a tymczasem Bałtyk
nie posiada ponadnarodowego ciała zarządzającego i dbającego o jego
interesy.
Morze Bałtyckie jest morzem
śródlądowym, otoczonym przez lądy kontynentu europejskiego,
połączonym przez Morze Północne z Oceanem Atlantyckim jedynie
przez wąskie Cieśniny Duńskie. Jest stosunkowo płytkie – średnia
głębokość wynosi 53 metry. Jest morzem słonawym, uwarstwionym, o
unikalnej, choć ze względu na niskie zasolenie ograniczonej
bioróżnorodności. Posiada bardzo duży obszar zlewni – 4,5
razy większy od obszaru samego Morza Bałtyckiego. Otoczone jest przez
osiem państw Unii Europejskiej i Rosję, choć w jego zlewni znajdują się
także obszary Białorusi, Ukrainy, Czech i Norwegii.
 |
Letnie
zakwity sinic na Morzu Bałtyckim
(fot. NASA/nasaimages.org) |
Problem
eutrofizacji Bałtyku jest dziś uznawany za jedno z najważniejszych
globalnych wyzwań: w ciągu ostatnich 100 lat nastąpiło drastyczne
zwiększenie zrzutów związków biogennych do Bałtyku: azotu
o osiem razy i fosforu o cztery razy. 40 proc. ładunków azotu, a
50 proc. fosforu pochodzi ze źródeł rolniczych, dalsze 40 proc.
związków azotu pochodzi z transportu i sektora energetycznego.
Jeśli przeliczyć na mieszkańca, w zanieczyszczeniu przodują Szwedzi,
Finowie i Duńczycy. Jeśli jednak zmierzymy totalne ilości zrzucanych do
Bałtyku zanieczyszczeń, Polska okazuje się być największym trucicielem.
Dlatego właśnie w Polsce, w Gdańsku, we wrześniu tego roku o problemie
eutrofizacji Bałtyku w formie tygodniowych warsztatów dla
międzynarodowej grupy dziennikarzy, zorganizowanych przez
stowarzyszenie Media 21, przy finansowym wsparciu Fińskiego Instytutu
Spraw Międzynarodowych, informowali eksperci i naukowcy z całej Europy.
Deficyt tlenu w Bałtyku
Budowa
hydrograficzna Morza Bałtyckiego decyduje o jego specyfice. Ze względu
na ograniczony kontakt ze słoną wodą oceaniczną, Bałtyk ma dodatni
bilans wody słodkiej. Nieregularne wlewy wody słonej z Morza
Północnego nie równoważą bowiem słodkich wlewów
wody z wszystkich rzek znajdujących się w zlewni Bałtyku – jest
ich 250, największe to szwedzkie Gota i Lule, fińska Kemi, rosyjskie
Newa i Pregoła, estońska Narwa, łotewska Dźwina, litewski Niemen,
polskie Wisła i Odra. Ta mieszanka wód słonych ze słodkimi
stanowi o charakterze Bałtyku, który jest morzem słonawym
– morzem o niskim zasoleniu. W zasadzie nie jest ani zbiornikiem
słonym, ani słodkim, a zasolenie także waha się w zależności od obszaru
– największe jest w Cieśninach Duńskich (10-20 promili), średnie
w polskiej strefie wybrzeża (7 promili) i w Zatoce Finlandzkiej (3-5
promili), a najmniejsze jest w Zatoce Botnickiej (2-3 promile). Dla
porównania: średnie zasolenie wód oceanicznych wynosi
36,6 promila. Organizmy morskie nie mają zdolności tolerancji tak
dużych wahań zasolenia, dlatego Bałtyk wykształcił specyficzną florę i
faunę. Część organizmów uległa skarleniu, część przystosowała
się do życia w lekko zasolonej wodzie. Unikalnym zjawiskiem jest to, że
w najmniej słonych wodach wschodniego Bałtyku występują niektóre
gatunki, które znaleźć możemy głównie w wodach słodkich
– jak szczupak. Zasolenie Morza Bałtyckiego zmniejsza się
stopniowo od połowy lat 80., kiedy to odnotowano wydłużony okres
pomiędzy kolejnymi wlewami z Morza Północnego oraz w wyniku
ocieplania się klimatu i zwiększonych opadów atmosferycznych.
Dodatkowo badania naukowe wskazują, że w wyniku przemieszczania płyt
tektonicznych i ich podnoszenia się w rejonie Bałtyku, w ciągu
następnych 10 tys. lat nastąpi wypiętrzenie o 50-100 metrów, co
oznacza, że północna część Bałtyku – Zatoka Botnicka
– zostanie oddzielona od Morza Bałtyckiego i zamieni się w
słodkowodne jezioro, ponieważ zostanie odcięta od wlewów słonej
wody.
– Wlewy wody słonej z Morza
Północnego są niezwykle istotne dla Morza Bałtyckiego,
dostarczają bowiem nie tylko słonej wody, stanowiącej o zasoleniu
Bałtyku, ale mieszając się powodują dopływ świeżego tlenu w przydenne
partie morza – mówi prof. Daniel Conley z Centrum
Nauk o GeoBiosferze na Uniwersytecie w Lund, w Szwecji. Naukowcy
zgodnie oceniają, że niektóre ekosystemy morskie mają naturalne
tendencje do występowania zjawiska deficytu tlenu (hypoksji), są to
zbiorniki charakteryzujące się niską aktywnością fizyczną (mała ilość
prądów, pływów i słaba działalność wiatru) oraz wysokimi
wlewami słodkiej wody. Takim zbiornikiem jest właśnie Morze Bałtyckie.
Spływająca z rzek woda słodka jest lżejsza od wody słonej i na dużych
głębokościach nie miesza się naturalnie z dolnymi warstwami wody
słonej. Silniej zasolone, cięższe i słabo natlenione wody, zalegają
przy dnie tworząc obszary o ograniczonej zawartości tlenu.
Nieregularność wlewów słonej wody przez wąskie cieśniny powoduje
także, że wymiana wody w Bałtyku jest bardzo długa i wszelkie
zanieczyszczenia dostające się do morza wraz z rzekami pozostają w
naszym morzu bardzo długo. Jak oceniają eksperci, pełna wymiana wody w
Bałtyku zajęłaby około 30 lat.
 |
| Rybacy
także zauważają zwiększoną ilość glonów, jakie pozostają w
sieciach |
Jeśli problem
słabej wymiany tlenowej połączymy z występująca w Bałtyku eutrofizacją,
problem deficytu tlenu okaże się niezwykle istotnym dla przetrwania
wszelkiego życia w Bałtyku. Napływ dużych ilości związków
biogennych (zawierających azot i fosfor) powoduje wzrost żyzności
zbiornika i w konsekwencji rozwój roślin, w szczególności
glonów i planktonu. Z 1 kg fosforu może powstać 1.500 kg
substancji roślinnej. Zakwity sinic powodują ograniczony dopływ tlenu.
Jeśli stężenie tlenu spadnie poniżej 2 mg/l, mamy do czynienia ze
zjawiskiem deficytu tlenu – hypoksji. Następuje rozkład materii
organicznej w warunkach beztlenowych i nagromadzenie substancji
toksycznych, jak siarkowodór, amoniak, metan. W takich
„martwych strefach” przeżyć są zdolne jedynie bakterie
siarkowe. Wszelkie inne organizmy obumierają. Jedno z największych
zjawisk zakwitu sinic zanotowano na Bałtyku latem 2005 roku u wybrzeży
Szwecji. Zamknięto wówczas plaże dla turystów. Z kolei w
Danii w sierpniu 1997 r. w okolicach Mariager Fjord trwająca 2 tygodnie
hypoksja spowodowała śmierć wszystkich ryb i innych organizmów
wodnych, które martwe zostały wyrzucone na wybrzeże. Negatywne
skutki eutrofizacji są bardzo widoczne także na fińskim wybrzeżu, a
przyczyną występujących tam zakwitów sinic na skałach są w
głównej mierze ścieki z Sankt Petersburga spływające z Newą do
Bałtyku.
Zdaniem prof. Conleya obszar zagrożony zjawiskiem hypoksji w Bałtyku to
aż 41 tys. km2, jest niemal
równy obszarowi Dani. Hypoksja jest zjawiskiem występującym
nieregularnie w przeszłości i można ją zaobserwować podczas badań
osadów dennych wydobywanych z Bałtyku (ponieważ zjawisko to
sprzyja powstawaniu warstw sedymentów). Co mogło powodować
zjawisko niedotlenienia w tamtych czasach? Wiemy, że klimat zaczął się
zmieniać, ocieplać. Od kiedy człowiek zaczął mieć wpływ na Morze
Bałtyckie? – Jeśli popatrzymy
jak zmieniało się rolnictwo w regionie Morza Bałtyckiego, zobaczymy
ogromny rozwój rolnictwa różny na wybrzeżu i w głębi lądu
około roku 500 n.e. – kiedy zaczęto używać pługa odwracającego
glebę – mówi Daniel Conley. Sprzyjało to erozji
związków znajdujących się w glebie. Wzrastająca populacja
ludności żyjącej w zlewni Morza Bałtyckiego, rozwój rolnictwa, a
jednocześnie malejąca ilość lasów i terenów stanowiących
obszary buforowe (mokradła, lasy) spowodowały coraz silniejszą presję
człowieka na obszary morskie. Rewolucja industrialna oraz agrarna w XIX
wieku dopełniły złego, tylko w Szwecji eksport drewna w latach
1850-1880 wzrósł o 400 proc., a w Finlandii o 300 proc. Dziś w
Danii mieszka 5,5 mln ludzi, gdy tymczasem pogłowie świń na fermach
szacuje się na 28 mln osobników, a każda ze świń produkuje 2,5
razy więcej ścieków niż jeden człowiek. Część z nich trafia
prosto do środowiska, a następnie do Bałtyku.
Najistotniejsze
zadania na dziś
w ochronie Bałtyku to ograniczenie dopływu substancji biogennych,
odtwarzanie przybrzeżnych obszarów buforowych, ograniczanie
emisji tlenków azotu do atmosfery oraz zminimalizowanie
zanieczyszczeń pochodzących
z ruchu morskiego |
Pewne warunki
naturalne sprzyjają negatywnym skutkom eutrofizacji. Azot i fosfor
trafiające do zbiornika wodnego w jego górnej warstwie stanowią
pokarm dla fitoplanktonu. Opadający na dno zbiornika fosfor w postaci
obumarłych szczątków roślin ulega akumulacji, wiążąc się jonami
wapnia, żelaza i glinu. W warunkach beztlenowych związki te ulegają
jednak rozkładowi z wykorzystaniem tlenu i następuje wtórne
uwalnianie fosforu do wody. Fosfor ten przemieszcza się do
górnych warstw zbiornika wodnego i latem stanowi pożywkę dla
sinic. Tak więc istnieje zależność obu pierwiastków i ich
niewątpliwy wpływ na zjawisko eutrofizacji, a ich redukcja musi
obejmować równocześnie oba pierwiastki w sposób
zbalansowany.
Naukowcy zajmują się problemem Morza Bałtyckiego od pół wieku i
jak dotąd nie wypracowano skutecznej metody zapobiegania hypoksji. Czy
miałaby to być metoda inżynieryjna, czy inne działanie na dużą skalę?
Szwedzki rząd przeznaczył 650 mln szwedzkich koron na projekt dotyczący
hypoksji, którym zarządza prof. Daniel Conley. Fińska Fundacja
BSAG przeznaczyła 50 mln euro na działania zmierzające do redukcji
wlewów fosforu (projekty oczyszczania ścieków w Rosji i w
Polsce), a szwedzki rząd przeznaczył kolejne 30 mln koron na pilotażowe
projekty i obiecał kolejne fundusze na ten cel. Pracuje się nad nowymi
pomysłami, rozważano różne rozwiązania. Pierwsze z nich
mówi o dostarczaniu tlenu rurociągami w przydenne warstwy Morza
Bałtyckiego. Naukowcy oceniają, że by rozwiązać problem niedotlenienia
należałoby dostarczać 2-6 mln ton tlenu każdego roku, co oznacza
transport 20-60 tys. pociągów towarowych z płynnym tlenem w
cysternach. Jest to ogromna ilość i raczej mało wykonalny zabieg z
technicznego punktu widzenia. Inna opcja mówiła o zwiększeniu
słonych wlewów do Bałtyku, na przykład przez przekopanie nowych
kanałów przez Skanię w południowej Szwecji, tunelu w cieśnie
Kattegat lub budowę systemu tam wyłapujących wpływy słonej wody z Morza
Północnego. Kolejna opcja to tzw. wentylowanie halokliny, czyli
warstwy przejściowej między wodami mniej i bardziej zasolonymi.
Polegałoby to na mieszaniu wody w pasie głębokości 50-125 metrów
i podnoszeniu cięższej zasolonej wody wyżej. Jednakże konsekwencje
takich zabiegów dla środowiska są dziś nieznane i trudno je
przewidzieć dla tak dużego zbiornika wodnego jakim jest Bałtyk.
Dyskutuje się także nad, wydawałoby się nieprawdopodobnymi
scenariuszami, na przykład obróceniem Bałtyku w słodkie jezioro
przez zamknięcie płytkiego progu Drogden Sill między Szwecją i
Niemcami. Pozostawienie otwartym drugiego progu Darss Sill umożliwiłoby
żeglugę, jednak obniżyłoby wlewy słonej wody. W ciągu 10-15 lat
hypoksja zwiększyłaby się, ale po 30 latach warunki tlenowe
ustabilizowałyby się, a Bałtyk stałby się zbiornikiem słodkowodnym.
 |
| Morze Bałtyckie
rocznie „otrzymuje” 5 tys. ton czystego fosforu, najwięksi
truciciele transferują jednak swoje zanieczyszczenia na północne
wybrzeża, dlatego w Polsce problem eutrofizacji nie jest zauważany |
Naukowcy
rozważali także inne działanie – pozbycie się fosforu z Bałtyku
poprzez jego sekwestrację, czyli wytrącanie przy użyciu żelaza i
pozostawienie na dnie morza w postaci związanej w sedymentach. Takie
zabiegi były już przeprowadzane, ale w małych jeziorach, dodatkowo są
one bardzo kosztowne. W tym przypadku również pojawia się aspekt
etyczny – cokolwiek włożymy do morza, nie będziemy mogli już tego
zabrać. Żelazo jest pierwiastkiem toksycznym, może się zdarzyć, że
sedymenty te nie będą stabilne i zaczną wpływać na organizmy morskie,
na ich układ rozrodczy itd. Obowiązują nas także konwencje,
które zabraniają umieszczania chemikaliów w morzach.
Wśród potencjalnych rozwiązań prof. Daniel Conley wymienia także
proces zwany biomanipulacją, wykorzystujący szereg zależności
pokarmowych w ekosystemie, i faworyzujący niektóre gatunki
kosztem innych, które występują w nadmiarze. Jest to
próba przywrócenia troficznego balansu. Zabieg ten jest
obecnie stosowany w przypadku małych jezior, ale odnoszący sukces pod
warunkiem równoczesnego redukowania ilości doprowadzanych
biogenów. Czy zadziałałby w przypadku Bałtyku? Nie ma
dostatecznych badań nad ekosystemami morskimi, aby odpowiedzieć na to
pytanie i dla wielu naukowców byłby to proces zbyt ryzykowny.
Wynika stąd, że nie ma „złotego środka” dla Morza
Bałtyckiego, nie ma jednego rozwiązania, które poprawiłoby stan
naszego morza. Prawdopodobnie żadne rozwiązanie inżynieryjne na dużą
skalę nie jest możliwe i bezpieczne. Najistotniejsze i
najbezpieczniejsze są teraz: ograniczenie dopływu substancji biogennych
do Bałtyku (azot i fosfor), odtwarzanie przybrzeżnych obszarów
buforowych (naturalnych filtrów), ograniczanie emisji
tlenków azotu do atmosfery (30 proc. związków azotu
trafiających do Bałtyku pochodzi z opadów atmosferycznych) oraz
zminimalizowanie zanieczyszczeń pochodzących z ruchu statków po
Bałtyku. Dla Polski najpilniejsze jest budowa systemów
oczyszczania ścieków, ograniczenie spływów z rolnictwa i
dużych ferm trzody chlewnej.
Rolnictwo na cenzurowanym
Badając
zanieczyszczenie Bałtyku oszacowano, że ze źródeł rolniczych
pochodzi 40 proc. ładunków azotu i 50 proc. fosforu. W Polsce
około 60 proc. ogólnej powierzchni kraju jest użytkowane
rolniczo. Najbardziej obciążające dla środowiska są gnojówka,
nawozy sztuczne i pestycydy stosowane w rolnictwie. Związki azotu,
które w wyniku wymycia z pól i nieszczelnych
zbiorników na odchody trafiają bezpośrednio do wód
powierzchniowych i gruntowych, lub do atmosfery na skutek emisji
amoniaku, powodują zanieczyszczanie wody, gleby, powietrza.
 |
| Wiele
instytucji apeluje o to, by wielkie fermy hodowli świń były traktowane
jak zakłady przemysłowe, a nie jako działalność rolnicza |
Nie ma kraju na
świecie, który mógłby pochwalić się całkowitą redukcją
zanieczyszczeń pochodzenia rolniczego. Źródła rolnicze są
rozproszone, a ogarnięcie i kontrolowanie spływów z pól
uprawnych jest praktycznie niemożliwe. – W Szwecji położony jest silny nacisk na
udział rolnictwa w zanieczyszczaniu Bałtyku. Rolnicy – hodowcy
świń, krów, drobiu, ale też ci uprawiający ziemię –
wszyscy są świadomi tego, że mają udział w zanieczyszczaniu Morza
Bałtyckiego. Z drugiej strony w zlewni Bałtyku żyje prawie 90 mln
ludzi, którzy muszą jeść. Problem jest nie w tym by wyeliminować
rolnictwo, ale w tym by zminimalizować jego wpływ –
mówi Sindre Langaas z Federacji Rolników Szwedzkich.
Podkreśla on rolę konsumentów w kształtowaniu rynku, to
konsumenci mogą wskazywać, że oczekują produktów przyjaznych dla
środowiska Bałtyku i wówczas produkcja zgodnie z wymaganiem
rynku powinna pójść w tym kierunku. Jeśli jednak konsumenci nie
są świadomi zagrożenia wynikającego z rolniczego obciążenia dla Morza
Bałtyckiego, będą kupować wszelkie produkty dostępne na rynku. – Mamy w Szwecji wprowadzony od listopada
system oznaczania produktów rolniczych przyjaznych klimatowi
– dodaje Sindre Langaas. – Pozwala on wybierać konsumentom produkty,
których produkcja ma mniejszy wpływ na klimat. Warto byłoby
wprowadzić taki system dla Morza Bałtyckiego.
Jednocześnie podkreśla się, że trudno wymagać etycznego podejścia u
każdego z farmerów, ochrona Morza Bałtyckiego powinna dla
rolników mieć także wymiar ekonomiczny, powinni być zachęcani do
realizacji lokalnych Programów Rozwoju Obszarów
Wiejskich, które wspierają przyjazne środowisku rolnictwo:
odtwarzanie i utrzymywanie mokradeł, buforowych stref nadrzecznych,
stosowanie śródplonów (międzyplonów, które
redukują wymywanie składników pokarmowych z gleby), właściwe
przechowywanie i stosowanie nawozów, stosowanie sensorów
do aplikacji nawozów itp. Jak podkreśla Sindre Langaas, każdy
rolnik powinien bardziej skupić się na najbliższym środowisku –
pobliskiej rzecze, jeziorku – i wziąć odpowiedzialność za
swój wpływ na ich czystość. Taka lokalna dbałość o środowisko
pozwoli nam globalnie zadbać o czystość Bałtyku.
 |
| W
przeciwieństwie do innych krajów, cały obszar Polski leży w
zlewni Bałtyku. Czy rolnicy mieszkający 800 km od wybrzeża zdają sobie
sprawę, że złymi praktykami przyczyniają sie do zanieczyszczania morza? |
Lennart Gladh,
przedstawiciel WWF Szwecja, stoi na stanowisku, że nie powinno być
dopłat dla produkcji rolnej, która jest kierowana na rynek
(mleko, mięso, zboża, owoce itp.), ale zgodnie z zasadą
„pieniądze publiczne dla publicznych dóbr” środki
powinny być przekazywane na działania rolnicze, których nie
można sprzedać na rynku, a które związane są z ochroną
dóbr publicznych: wody, klimatu, bioróżnorodności,
dziedzictwa kultury, rozwoju rolnictwa. Obecny system pompuje pieniądze
w kilka bogatych firm, czego skutkiem są skandale z antybiotykami,
jakością produktów i kosztami środowiskowymi (eutrofizacja,
skażenie wód gruntowych, zanik bioróżnorodności).
Przypomnijmy, że dopłaty dla rolnictwa stanowią 43 proc. unijnego
budżetu! Wśród rozwiązań Lennart Gladh podaje m.in: odtwarzanie
mokradeł i innych obszarów buforowych, obowiązkowe zachowanie
równowagi w stosowanych składnikach pokarmowych, regionalne
dostosowywanie Wspólnej Polityki Rolnej do lokalnych
warunków i problemów. W Polsce, podobnie jak w Danii,
Rumunii i niektórych krajach nowej UE, istnieje poważny problem
wielkich ferm, gdzie mięso powstaje w intensywnej produkcji, a jej
efektem ubocznym jest bardzo duża ilość odpadów w formie
płynnych ścieków i odpadów stałych. – Fermy trzody chlewnej winny być traktowane
jak przemysłowe fabryki, a nie jak rolnictwo – domaga się
Lennart Gladh. – Zgodnie z
zasadą „zanieczyszczający płaci” powinny one ponosić koszty
swojego zanieczyszczania.
Istnieje wyraźna
zależność między rybactwem a przeżyźnieniem Bałtyku. Legalne
przełowienia w niedalekiej przeszłości spowodowały spadek liczebności
drapieżników znajdujących się na szczycie piramidy pokarmowej
(dorsz), co oznacza większą ilość ryb żywiących się zooplanktonem.To
spowodowało mniejsze ilości zooplanktonu, a większe fitoplanktonu
– glonów i sinic odpowiedzialnych za zakwity. Przełowienie
doprowadzić może do wyniszczenia populacji, ponieważ nadmierne połowy
przekraczają naturalne zdolności odtwarzania się populacji ryb.
Podkreśla się zbyt duży potencjał połowowy jednostek w krajach nowej
Unii oraz zaawansowany wiek wielu jednostek.
Szukanie rozwiązań
Zespół
naukowców z Uniwersytetu Helsińskiego sformułował 11 tez dla
ochrony Morza Bałtyckiego, nazwanych „Misją dla Bałtyku”.
Prezentują one założenia, które mają sprowokować do badań,
stworzenia polityki i publicznej debaty, na każdym możliwym szczeblu.
Morze Bałtyckie jest cennym zasobem dla ludzkiego dobrobytu –
jest historycznym, politycznym i kulturalnym zasobem dla wszystkich
ludzi w krajach nadbałtyckich. Konieczna jest zatem postawa wyrażająca
uznanie dla Morza Bałtyckiego, od tego zależy jego ochrona. Prof.
ekonomii środowiskowej Markku Ollikainen z Uniwersytetu Helsińskiego w
Finlandii, podkreśla, że zanieczyszczenie Bałtyku jest w głównej
mierze problemem socjalnym, a korzenie socjalne środowiskowych
problemów nie są dobrze rozumiane. Istnieje ogromne zagrożenie,
że problem eutrofizacji będzie narastał, a brak ponadnarodowego ciała
dbającego o dobro Morza Bałtyckiego sprawia, że kraje mogą dowolnie
zanieczyszczać i nikt legalnie nie może temu zapobiec. – Cecha hydrograficzna Bałtyku sprawia
asymetrię: najwięksi zanieczyszczający (Polska i Rosja) transferują
swoje zanieczyszczenia do innych krajów, takich jak Finlandia i
Szwecja – mówi prof. Ollikainen. Dlatego
zanieczyszczający nie zauważają i nie widzą wagi swoich zanieczyszczeń,
nie widzą problemu eutrofizacji. Faktycznie, europejscy dziennikarze
podczas warsztatów odwiedzili Hel i zaskoczyła ich czystość wody
na polskim wybrzeżu. Rozwój socjalny sprawił, że kraje
najbardziej zanieczyszczające są uboższe względem tych, które te
zanieczyszczenia odczuwają. Dlatego z drugiej strony kraje,
które będą odnosiły korzyści z czystego Bałtyku, powinny
wesprzeć te kraje, które będą ponosiły koszty inwestycji.
 |
| Nadmierne
połowy spowodowały załamanie się obu bałtyckich populacji dorsza |
Konieczne jest
zatem stworzenie wiążącej międzynarodowej polityki dla ochrony Morza
Bałtyckiego, zamiast zwykłych dotychczas funkcjonujących rekomendacji.
Porozumienie to musi być równoprawne i kosztowo skuteczne. Skoro
koszty i zyski środowiskowe nie są równe, należy stworzyć
mechanizm do kompensacji tym, którzy płacą więcej, a odnoszą
mniejsze pożytki – transfer środków, międzynarodowy
transfer jednostek zanieczyszczeń lub podatek od zanieczyszczeń. Tak
jak w systemie handlu emisjami CO2
– przetargów, aukcji jednostkami, czy systemu handlu
dopasowanego do biogenów.
Prof. Ollikainen podkreśla brak prawdziwej woli politycznej w sprawie
Bałtyku i nieefektywność krajowych strategii środowiskowych. Wiele
spraw ma wymiar polityczny i zmienia się wraz z wyborami (obawa utraty
głosów). Długotrwały problem dotyczący ochrony Bałtyku wynika z
braku zainteresowania publicznego, deficytu demokracji i negatywnej
postawy w stosunku do organizacji prośrodowiskowych. Taka sytuacja
ogranicza świadomość ekologiczną obywateli, która jest konieczna
do poprawy krajowej polityki względem środowiska. Dlatego ochrona Morza
Bałtyckiego wymaga rozgłosu (zainteresowania publicznego), demokracji i
inicjatyw obywatelskich. – Powinniśmy
wyeksponować fakt, że każdy z krajów nadbałtyckich ma własny
interes w ochronie Morza Bałtyckiego, także Rosja, która nie
należy do UE i ma niewielki fragment wybrzeża nad Bałtykiem
– podkreśla prof. Markku Ollikainen. – Nie możemy zakładać ich etycznej
odpowiedzialności. Musimy szukać praktycznych, politycznych
powodów.
–
Wiemy, że ograniczenie
redukcji zanieczyszczeń i zaobserwowanie efektów wymaga czasu. I
wiemy, że zmieniając styl życia, możemy zmniejszyć dopływ
biogenów – mówi prof. Daniel Conley. Co może
robić każdy z nas? – Każda
osoba chcąca chronić środowisko powinna przestrzegać zasady:
Reduce-Reuse-Recycle (Redukuj - Użyj ponownie - Poddaj recyklingowi).
Redukuj poziom swojej konsumpcji, użyj ponownie co możesz, a czego nie,
poddaj procesowi recyklingu. Jeśli będziesz podążał tą ścieżką,
zredukujesz poziom biogenów w Bałtyku – wyjaśnia
prof. Daniel Conley. – Zmniejszając
ilość kilometrów przejechanych samochodem, ilość zużywanej wody,
będąc wegetarianinem – nie tylko pomagamy chronić klimat, ale też
chronimy Morze Bałtyckie – dodaje prof. Conley.
tekst i zdjęcia: Monika Romańska
O prawodawstwie związanym z ochroną Bałtyku, strategii UE,
inicjatywach i niektórych polskich projektach dla Bałtyku
– w kolejnych numerach „Eko i My” w cyklu
„Europejska społeczność dla Bałtyku”.
|