Home Teksty Archiwum Prenumerata O nas Kontakt Linki English

Następny Poprzedni


Brodowin: wieś stawia na ekologię

Po zjednoczeniu Niemiec mała brandenburska wioska Brodowin musiała zacząć od zera. Rolniczą spółdzielnię produkcyjną, jedynego liczącego się pracodawcę, rozwiązano, a o nowych miejscach pracy nie było co marzyć. Wtedy podjęto niezwykłą decyzję.

Osiemdziesiąt kilometrów na Północny wschód od Berlina. Prawdziwa idylla. Tutaj leży wieś Brodowin. Przy szosach rosną drzewa, a usiany polami, łąkami i lasami krajobraz to wznosi się, to znów łagodnie opada. Nieopodal rozciąga się rezerwat biosfery Schorfheide - Chorin. Liczący 400 mieszkańców Brodowin otoczony jest przez siedem jezior. Na słupie przy głównej ulicy założyła gniazdo bociania rodzina. Na pierwszy rzut oka wieś, jakich w byłej NRD wiele. A jednak - Brodowin jest wyjątkowy.

Dobre uczynki
Cornelia Rösler z Niemieckiego Instytutu Urbanistyki nazywa to "spełnianiem dobrych uczynków na rzecz ochrony środowiska". W 1994 roku Brodowin znalazł się w gronie pierwszych laureatów konkursu "Tatorte", powołanego do życia przez instytut wspólnie z Niemiecką Fundacją Ekologiczną. W ramach konkursu wyróżnia się małe gminy we wschodnich Niemczech, które z własnej inicjatywy i na własną odpowiedzialność zapewniają słabym strukturalnie obszarom wiejskim perspektywy rozwoju ekonomiczno - ekologicznego. Mimo licznych sceptyków we własnych szeregach, Brodowin odważył się na śmiały krok i przekształcił się w wieś ekologiczną. Założono gospodarstwo produkujące metodami ekologicznymi oraz stowarzyszenie starające się propagować zasady turystyki przyjaznej dla środowiska naturalnego. Ale droga od brodowińskiej rolniczej spółdzielni produkcyjnej, jak nazywano w byłej NRD wielkie przedsiębiorstwa rolne, do ekoprzedsiębiorstwa nie była usłana różami.

brodo1.jpg (7108 bytes)Grzechy przeszłości
W 1957 roku Brodowin został włączony do Rezerwatu Krajobrazowego Choriner Endmoranenbogen. Nie przeszkodziło to jednak miejscowej spółdzielni w zanieczyszczaniu środowiska i to na wielką skalę. Dla podniesienia produkcji lekką, piaszczystą ziemię traktowano taką ilością nawozów sztucznych i pestycydów, że okolice Brodowina wyglądały czasem, jakby właśnie spadł śnieg. Wylewająca się z obór i chlewów gnojowica zanieczyszczała okoliczne jeziora. Dochodziły do tego ścieki z miejscowej rzeźni, w której codziennie "na rumsztyki i kotlety na każdy stół" bito 14 tys. sztuk bydła. Z czysto prawnego punktu widzenia właścicielami pól byli nadal miejscowi chłopi - ci sami, którzy zmuszeni zostali w latach pięćdziesiątych do przyłączenia się do spółdzielni.

Niepewna przyszłość
Po zjednoczeniu Niemiec spółdzielnia z dniem 1 stycznia 1991 roku została rozwiązana. Rozpadły się dotychczasowe struktury. Pojawiła się niepewność jutra, ale i świadomość, że można wziąć sprawy w swoje ręce. Odbyto niezliczoną ilość niekończących się posiedzeń. Obradowano nad przyszłością wsi, spierano się o nią i walczono. Wreszcie mieszkający w Brodowinie pisarz Reimar Gilsenbach podał pomysł założenia wsi ekologicznej. Już od dawna myślał o tym. Nowatorski charakter wróżył przedsięwzięciu dobre szanse. Ale gdyby posłuchano miejscowych krytyków, którzy ziemie i zwierzęta z góry spisali na straty, nigdy nie doszłoby do realizacji projektu. Peter Krentz, wówczas rolnik, a dzisiaj jeden z kierowników Przedsiębiorstwa Rolniczego Brodowin, wspomina, że początkowo okrzyknięto ich ludźmi niespełna rozumu. Grupa zaangażowanych osób, które chciały w regionie zacząć coś nowego, coś pod czym można by się podpisać także z czysto ludzkiego punktu widzenia, nie dała jednak za wygraną. Ze względu na brak doświadczeń zwrócono się o radę do gospodarujących metodami ekologicznymi rolników na północy Niemiec. Kiedy na dodatek jeden z nich porwał brodowinian swoją opowieścią o tym, jak zaczynając od zera postawił na nogi ekologiczne przedsiębiorstwo, zapadła ostateczna decyzja. Nieomal wszyscy rolnicy zrzeszeni w dawnej spółdzielni wydzierżawili swoją ziemię nowemu Przedsiębiorstwu Rolniczemu Ekowieś Brodowin. Do przedsiębiorstwa - w charakterze drugiego dyrektora - dołączył inwestor z Berlina. Dzisiaj dawna spółdzielnia posiada 1200 ha ziemi i zatrudnia 53 pracowników, jest przedsiębiorstwem średniej wielkości i jednym z największych gospodarstw ekologicznych w Republice Federalnej Niemiec, produkujących zgodnie z wytycznymi Związku Demetry, centralnej organizacji producentów biodynamicznych.

Zdrowe siedlisko rolnicze
Zgodnie z filozofią Związku Demetry płody, pasza, żywność i nawozy powinny pochodzić z obiegu zbliżonego do zamkniętego. Ma on gwarantować zdrowe siedlisko rolnicze i trwałą żyzność ziem. W związku z tym stosuje się ośmioletni cykl płodozmianowy, przy czym na przykład w szóstym roku po roślinach zbożowych wysiewa się koniczynę i kukurydzę, które spełniają później rolę nawozów zielonych. Brodowińskie pola uprawne dostarczają zbóż i pasz dla 300 krów mlecznych, czterech buhajów, 350 cieląt i jałówek. Bydło w ciągu dnia wypędza się na pastwisko. W nocy zwierzęta stoją w nowo wybudowanej, obszernej oborze, nie są jednak przywiązane i mogą swobodnie się poruszać. Mleko przetwarza się bezpośrednio w założonej w 1996 roku własnej mleczarni. Jego produkty - masło, serek homogenizowany i różne gatunki brodowińskich serów żółtych - sprzedawane są w przyłączonym do gospodarstwa sklepie wraz z jarzynami, ziołami, owocami i ziemniakami, pochodzącymi z założonego również przed trzema laty przedsiębiorstwa ogrodniczego.

brodo2.jpg (24867 bytes)
Własne specjały

W sklepie oko przyciąga soczysta zieleń dorodnych pęczków bazylii, która wraz z produkowaną przez przedsiębiorstwo mozzarellą (gatunek białego sera z Włoch) bardzo przypadła do gustu mieszkańcom położonego niedaleko Berlina. Połowa produktów, a w zimie ich większość, dostarczana jest - i to całymi skrzyniami - do berlińskich odbiorców. Zebrane rano warzywa dostarcza się z narzutem trzech marek bezpośrednio do domów - już bardziej świeżych na rynku się nie kupi. Brodowin zaopatruje obecnie około 800 gospodarstw domowych stolicy, ale mógłby więcej, gdyż jeszcze na razie gospodarstwo wychodzi na minus.


W oczekiwaniu na lepsze czasy

Najpierw - z braku odpowiednich struktur marketingowych - konwencjonalna sprzedaż produktów nie przyniosła oczekiwanych dochodów. Potem skończył się program Unii Europejskiej i w kasie zabrakło 300 tysięcy marek. To był prawie koniec, wspomina Krentz. Heiner Petersen, jego kolega z kierownictwa odpowiedzialny za hodowlę bydła, dodaje nie bez dumy, że jednak mimo wszystko nikogo nie zwolniono. Petersen uważa, że lepszy zbyt za pośrednictwem berlińskiej biohurtowni, produkty z własnej mleczarni i wspólna pomoc Unii Europejskiej i Brandenburgii w wysokości 240 marek na hektar, zapowiadają dzisiaj lepsze czasy.

Według tegorocznego raportu rządu federalnego o stanie rolnictwa, zysk 8200 gospodarstw produkujących metodami ekologicznymi przewyższał w roku gospodarczym 1997/1998 o dwa procent zyski porównywalnych gospodarstw konwencjonalnych. Przyczyną takiego stanu rzeczy jest znacznie mniejsze zużycie środków ochrony roślin, nawozów, mniejszy zakup dodatkowych zwierząt i pasz. Natomiast koszty personalne były w rolnictwie alternatywnym wyższe. Przedsiębiorstwa produkujące metodami ekologicznymi stanowią 1,5 proc. wszystkich przedsiębiorstw rolniczych i zajmują 2,3 proc. ogólnej powierzchni. W Brandenburgii liczba gospodarstw ekologicznych zwiększyła się w latach 1991-1998 z 21 do 301. Według danych Arbeitsgemeinschaft Őkologischer Landbau (AGŐL), organizacji zrzeszającej związki rolników "ekologicznych" z Darmstadtu, obroty ze sprzedaży produktów z tychże gospodarstw wynosiły w 1998 roku 3,5 mld marek. W każdym z ubiegłych dwóch lat wzrastały one o 10 proc.

Długa droga
Trzeba jednak zdawać sobie sprawę z faktu, że rolnictwo ekologiczne w niemieckich obrotach artykułami spożywczymi ma zaledwie dwuprocentowy udział. Na razie droga od pomysłu do zrobienia na nim interesu także dla rolników z Brodowina jest stroma. Rezygnacja ze stosowania nawozów chemicznych i pestycydów spowodowała zmniejszenie tutejszych zbiorów o 50 proc. Straty nie zawsze można rekompensować poprzez podwyższenie cen, gdyż brodowińskie produkty muszą konkurować z innymi. Rozwój rynku produktów ekologicznych jest nie tylko kwestią pieniędzy, ale przede wszystkim rozwoju świadomości. I zaufania. Ci, którzy w czerwcu przybyli na zorganizowany w Brodowinie festyn, chcieli na własne oczy przekonać się o jakości produktów, chcieli zobaczyć zwierzęta, uprawy, mleczarnię. Ostatnie skandale w branży spożywczej też zrobiły swoje: coraz więcej berlińskich rzeźników kieruje swoje zamówienia do Brodowina. Helmuth Lehmann, kierujący w brandenburskim ministerstwie rolnictwa referatem uprawy gleby i roślin, jest przekonany, że dopiero rozpoczyna się epoka sukcesu rolnictwa ekologicznego. W Berlinie właśnie teraz, kiedy ściąga tutaj wielu zamożnych ludzi, powstaje ogromny rynek. Ponieważ Brandenburgia dostarcza do stolicy zaledwie dziesięć procent zdrowej żywności, ministerstwo chce intensywnie zająć się promocją tutejszych gospodarstw.

brodo3.jpg (75885 bytes)Świadomość ekologiczna
Kierownictwo gospodarstwa ekologicznego z Brodowina uważa tymczasem, że jest na dobrej drodze. Wprawdzie ekoturystyka rozwija się dość opieszale, a zdania wiejskiej społeczności co do niektórych praktykowanych w gospodarstwie metod uprawy są podzielone: na przykład co do tego, czy należy zgodnie z dobrą starą tradycją rolnictwa biodynamicznego nawozić glebę mączką rogową, a przy określonej konstelacji gwiazd zakopywać w ziemi wypełnione mączką krowie rogi dla wzmocnienia korzeni i podniesienia witalności roślin, mimo wszystko - powstanie w Brodowinie gospodarstwa ekologicznego zapobiegło wymarciu wsi w tym rzadko zaludnionym regionie Niemiec. Ośmioprocentowy wskaźnik bezrobocia kształtuje się tu też znacznie poniżej wschodnioniemieckiej przeciętnej. Ale przede wszystkim z projektu czerpie profity przyroda: woda w jeziorach jest znowu czysta, wróciły żurawie i rybitwy, zakwitły niespotykane już w innych miejscach storczyki.


tekst: Andrea Freund
zdjęcia: Roman Bezjak